Jak wygląda świat z perspektywy bramkarza? Ile znaczy koncentracja, pewność siebie i umiejętność szybkiego zapominania o błędach? Daniel Niźnik o najtrudniejszych momentach kariery, podejściu do gry między słupkami oraz atmosferze panującej w szatni RKS-u. Nie zabrakło również kilku pytań z przymrużeniem oka. Zapraszamy do rozmowy!
Kto był Twoim piłkarskim idolem z dzieciństwa?
Moim piłkarskim idolem z dzieciństwa był Ronaldinho. Uwielbiałem sposób, w jaki grał w piłkę — to, że na boisku po prostu czerpał z tego radość. Patrząc na niego, miałem wrażenie, że bawi się futbolem i życiem jednocześnie. To była ogromna inspiracja.
Jaką najważniejszą lekcję dała Ci do tej pory piłka?
To, że można być najlepiej przygotowanym, ciężko pracować, a i tak gdzieś może się powinąć noga. Piłka nauczyła mnie też tego, że po porażce trzeba wstać, od nowa przygotować się jak najlepiej i dalej ciężko pracować.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z bronieniem bramki? To był świadomy wybór czy przypadek?
Nie pamiętam. Od pierwszego treningu stałem już na bramce, więc najwidoczniej trener postawił mnie między słupkami i tak już zostało.
Co najbardziej lubisz w grze na pozycji bramkarza?
Chyba najbardziej lubię to, że nie muszę tyle biegać, a mimo wszystko mogę zostać bohaterem meczu.
Patrząc na Twój styl gry, można odnieść wrażenie, że równie dobrze czujesz się z piłką przy nodze, jak między słupkami. Skąd wzięła się ta pewność w rozegraniu?
To są po prostu lata treningów — zarówno tych klubowych, jak i dodatkowego grania z kumplami na Orliku po treningach. Trafiłem też na moment, kiedy pojawiał się Neuer i każdy młody bramkarz chciał świetnie grać nogami.
Jak wygląda komunikacja z linią obrony z Twojej perspektywy?
Od dziecka słyszałem, że bramkarz musi przez 90 minut cały czas krzyczeć na obrońców, ale ja kompletnie się z tym nie zgadzam. Wolę konkretne komunikaty: „moja”, „plecy”, „twoja”. Według mnie szkoda energii na ciągłe wrzeszczenie, bo najważniejsze jest to, żeby później dobrze bronić.
Co sprawia Ci większą satysfakcję: efektowna parada czy dokładne podanie otwierające akcję zespołu?
Dokładne podanie otwierające akcję zespołu.
Gdyby trener dał Ci szansę zagrać jeden mecz w polu, na jakiej pozycji czułbyś się najlepiej?
Oczywiście numer dziewięć. Niczym Marcin Żewłakow wkładałbym piłki w okienko.
Jak szybko potrafisz wyrzucić z głowy nieudaną interwencję?
Dzisiaj już dość szybko. Żyję meczem tu i teraz. Kiedyś był to mój problem — potrafiłem długo analizować błędy, szczególnie że na tej pozycji często przez kilka minut jesteś sam ze swoimi myślami. Dziś wyznaję zasadę, że najlepszy zawodnik to ten, który ma krótką pamięć.
Masz jakiś rytuał przedmeczowy?
Nie mam.
Co jest najtrudniejsze w byciu bramkarzem, czego kibice często nie dostrzegają?
To, że czasami przez większość meczu praktycznie nie masz kontaktu z piłką, szczególnie gdy grasz w drużynie dominującej, takiej jak nasza. Możesz mieć dwa strzały przez cały mecz i musisz być skoncentrowany właśnie na te dwie sytuacje. Najlepszy bramkarz to nie ten, który ma 40 interwencji, tylko ten, który ma dwie i obie są skuteczne.
Najlepszy napastnik, przeciwko któremu grałeś?
Nie wiem, czy można nazwać go typowym napastnikiem, ale Leandro z Radomiaka Radom zrobił na mnie ogromne wrażenie. Był bardzo nieprzewidywalny i oddawał naprawdę szybkie strzały. Wtedy była to dla mnie zupełnie nowa jakość.
Jaka była najtrudniejsza sytuacja, z którą musiałeś zmierzyć się jako piłkarz?
Chyba ostatnia sytuacja, którą kibice Radomska jeszcze pamiętają. Miałem grać w barażach, ale dwa tygodnie wcześniej spadłem z drabiny i złamałem nogę. Bardzo ciężko było mi się z tym pogodzić. Nigdy wcześniej nie miałem poważniejszej kontuzji i zastanawiałem się, czy wrócę do sportu na swoim poziomie. Dziś patrzę na to inaczej — dzięki rehabilitacji, pracy i konsekwencji wróciłem mocniejszy mentalnie i jako człowiek.
Jaką radę dałbyś sobie na początku piłkarskiej przygody, a jednocześnie młodym chłopakom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę między słupkami?
Wiara w siebie przede wszystkim i ciężka praca. Im wyżej, tym większa konkurencja i naprawdę bramkarze różnią się detalami. Jest pięciu podobnych zawodników na jedno miejsce i jeśli nie będziesz ciężko pracował, szybko wypadniesz.
Jaki moment w karierze dał Ci największą pewność siebie?
Moment, kiedy GKS Bełchatów podziękował mi za współpracę. Usłyszałem wtedy, że jestem za niski i że już mnie tam nie chcą. Trafiłem później na wypożyczenie do Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie i tam dostałem trenera Piotra Zajączkowskiego, który kompletnie inaczej patrzył na futbol.
Uwielbiał moją grę nogami, bardzo we mnie wierzył i dał mi ogromną pewność siebie. Zagrałem wtedy sezon życia, zostałem wybrany najlepszym bramkarzem ligi i wtedy naprawdę uwierzyłem, że jestem bardzo dobrym bramkarzem.
Co chciałbyś, żeby kibice wiedzieli o drużynie od środka?
Że każdy z nas ma swoje marzenia i naprawdę daje z siebie wszystko. W każdym chłopaku widzę pasję, zaangażowanie i głód zwyciężania zarówno dla Radomska, jak i indywidualnie.
Jesteś bardziej perfekcjonistą czy spontaniczną osobą?
Zdecydowanie perfekcjonistą.
Czy bramkarz powinien być najbardziej „gadatliwym” zawodnikiem na boisku?
Nie.
Najbardziej szalony mecz w karierze?
Nietypowo odpowiem: mecz z Legią Warszawa w juniorach. Miałem może 12–13 lat. Graliśmy jeden z pierwszych meczów na pełnowymiarowym boisku. Do przerwy przegrywaliśmy 4:0, a finalnie wygraliśmy 5:4.
Kto najczęściej wysyła memy na grupie drużyny?
Szczerze? Nie wysyłamy memów.
Kto powinien mieć zakaz puszczania muzyki w szatni?
Hayato. 😂
Komu nie pożyczyłbyś samochodu?
Jakubowi Szczepaniakowi. Wygląda na takiego, co chciałby od razu lecieć 240 km/h. 😂
Kto najczęściej opowiada suchary?
Filip Bednarski.